Zmiany w postępowaniu mandatowym
Mandat nie jest rzeczą przyjemną, o tym nie trzeba nikogo przekonywać. W związku jednak z planowaną nowelizacją przepisów w zakresie postępowania mandatowego powstało wiele kontrowersji. Według projektu rządowego zmiany mają przynieść korzyść dla obywatela i zapewnić egzekwowanie wytycznych. Według wielu głosów te zmiany stawiają ukaranym zbyt wysoką poprzeczkę.
Jak było dotychczas?
Dotychczas, gdy w przypadku otrzymania mandatu sprawa była prosta. Po pierwsze – można odmówić mandatu. Wówczas organ (na ogół Policja) kierował wniosek o ukaranie do właściwego sądu. To właśnie niezawisły sąd decydował, czy dopuszczono się wykroczenia, czy nie. Po drugie – nawet mandat przyjęty podlegał pewnej formie kontroli sądowej. Chodziło tu takie sytuacje, gdy otrzymano mandat, za czyn, który nie był wykroczeniem lub za działanie, za które może ukarać tyko sąd. Do innych okoliczności dochodzi działanie w obronie koniecznej i – mówiąc skrótowo – niepoczytalność.
Jak będzie obecnie?
Zmianie uległy podstawowe elementy dotychczasowego postepowania. Najdalej idąca zmiana dotyczy tego, że obywatel musi mandat przyjąć. Obecna procedura nie przewiduje czegoś takiego, jak odmowa przyjęcia mandatu.
Wprowadzono nowość, która zdaniem projektodawców ma rozszerzyć uprawnienia obywatela choć jest to zabieg pozorny. Chodzi o możliwość odwołania od mandatu. Przewidziano tu jednak termin 7 dniowy oraz – co najważniejsze – prekluzję dowodową. Oznacza to tyle, że w terminie 7 dni ukarany musi powołać wszystkie dowody na poparcie jego zarzutów, w przeciwnym wypadku utraci możliwość powoływania się na te dowodu w dalszym toku postępowania. Dopieszczenie dalszych dowodów będzie możliwe tylko wtedy, gdy dowód nie był stronie znany wcześniej.
Kolejną zmianą jest wykonalność nałożonej grzywny z chwilą nałożenia mandatu. Nie dość, że nie można odmówić przyjęcia mandatu, to należy go opłacić mimo wniesionego odwołania. Dodać do tego zakaz odmowy przyjęcia mandatu oraz 7-dniowy termin na powołanie dowodów i mamy istną mieszankę wybuchową.
Na koniec prawdziwa wisienka na torcie – sąd będzie mógł orzec na niekorzyść ukaranego. Jedną z podstawowych reguł postępowania karnego jest zasada zakazu reformationis in peius. Co to oznacza w praktyce? W przypadku, gdy oskarżony składa apelację np. od wysokości kary wnosząc o jej obniżenie – sąd odwoławczy nie może jej zaostrzyć. Ta zasada jest zupełnie racjonalna i stanowi jedną z gwarancji uczciwego procesu. Oskarżony ma bowiem świadomość, że jego odwołanie może jedynie polepszyć jego sytuację. Nie musi się więc obawiać, że zostanie “ukarany” za swoje odwołanie. Proponowane zmiany depczą tą zasadę wprowadzając możliwość orzeczenia przez sąd grzywny surowszej od tej, jaką nałożył organ.
Wszystkie powyższe zmiany należy ocenić zdecydowanie negatywnie. Projektodawca uważa te zmiany za zmiany na lepsze wskazując na możliwość odwołania od każdego mandatu. Projekt ten narusza jednak podstawowe zasady. Utrudnia się bowiem obywatelowi podjęcie racjonalnej obrony, stawia się pułapki w postaci 7-dniowej prekluzji oraz przerzuca się ciężar finansowy grzywny na ukaranego zanim sprawę prawomocnie zakończono. Mandat stał się de facto narzędziem represji wobec społeczeństwa.
